Okładki płyt muzycznych

strona główna > okładki > Pink Floyd - Dark Side of the Moon

Pink Floyd:
Dark Side of the Moon

dodał Stanisław Gruszczyński, 22.3.2012

EMI nie było zadowolone z prac Hipgnosis do poprzednich albumów Pink Floyd, oczekując że na okładce znajdzie się chociaż tytuł i nazwa zespołu. Graficy zaprzyjaźnieni z Flojdami (i przezeń zatrudnieni) mogli jednak pozwolić sobie na zignorowanie tych uwag przy tworzeniu kolejnego projektu. Powstała skromna ilustracja, która miała zostać ikoną rocka.

Wybór

Podczas wstępnych rozmów o okładce padła prośba, która zbiła Thorgersona z tropu - żeby zrezygnować ze zdjęcia. "Ale to jest właśnie to, co robię - zdjęcia. Nie robię grafik" odpowiedział Wrightowi. Hipgnosis podchwyciło jednak pomysł i okładka powstała we współpracy z zewnętrznym grafikiem - Georgem Hardie. Powstało 7 projektów, nie wiadomo już dokładnie, co przedstawiały. Z pewnością jeden z nich oparty był o wizerunek pomalowanego na srebrno surfera. Zespół jednogłośnie i bez zastanawiania się zagłosował nad pryzmatem. Nie zdążyło paść nawet słowo uzasadnienia ilustracji.

Idea

Thorgerson wyprowadził pomysł ze zwykłego trójkąta, który miał odzwierciedlać wielkie myśli, ambicje i szaleństwa (ikona boga, kształt piramidy, zwrot ku górze itp). W najprostszej możliwej formie zawarł tematykę tekstów. Trójkąt przekształcił w pryzmat rozbijający wiązkę światła na tęczę, co miało symbolizować czystość dźwięku i kompozycji. Nawiązywało też do prawdziwych efektów świetlnych stosowanych na koncertach Pink Floyd.

Wykonanie

Wstępną ilustrację Hardie wykonał ręcznie. Cała modyfikacja standardowego przedstawienia pryzmatu w podręcznikach fizyki polegała na zastosowaniu czarnego tła kontrastującego ze światłem. Ze zwyczajowych 7 kolorów tęczy dla lepszej kompozycji Hardie wykluczył indygo (zbyt podobne do fioletu). Do drukarni poszedł obrys wykonany w negatywie, po czym maszynowo nanoszono jednolity kolor w wyznaczone pola - ilustracja była tak prosta i schematyczna, jak tylko się dało. Jej siła nie płynęła ani z odkrywczego projektu, ani ciekawego wykonania. O miejscu tej okładki w historii zadecydowało idealne dopasowanie do muzyki.

Reedycje

W późniejszych edycjach wykorzystano zdjęcie przedstawiające prawdziwy pryzmat (20th Anniversary Edition) oraz witraż (30th Anniversary Edition). Wydaje mi się, że "udoskonalanie" projektu, którego siła tkwi w prostocie, nie było potrzebne i nie bardzo rozumiem, czemu Thorgerson zdecydował się na taki zabieg.

Pink Floyd: Dark Side of the Moon

Alex Steinweiss jak zwykle pierwszy

Podobny pomysł wykorzystał Steinweiss w 1942 roku projektując okładkę do koncertu fortepianowego nr 5 Beethovena. Nie tylko rozszczepił światło na czarnym tle - wykluczył również tradycyjny siódmy kolor tęczy. Jednak mało prawdopodobne, by twórcy Ciemnej Strony inspirowali się wcześniejszą o 30 lat okładką do muzyki klasycznej. Podobieństwo jest raczej kolejnym świadectwem geniuszu Steinweissa, a przy okazji - pokrewnego myślenia u Thorgersona i Hardiego.

Pink Floyd: Dark Side of the Moon vs. Alex Steinweiss' Bethoveens Emperor

Źródła:

Komentarze




Imarock: Wersja rosyjską miała na okładce w kółeczku nazwę grupy i tytuł płyty.